9

367

Zaniedbałam blogusia. Mam z tyłu głowy rosnącą listę notek do spisania. A z przodu mam dwie rączki małe i milion spraw do ogarnięcia.

Potomek odmienia przez przypadki, nazywa siebie po imieniu.

Potrafi nazwać wszystkie maszyny budowlane, śmiga na tablecie po YouTubie, wyszukując sobie animacje z koparkami i betoniarkami. Ponieważ zazwyczaj jestem obok w charakterze nadzoru rodzicielskiego, chłoniemy wiedzę wespół w zespół. Wiem już, jak jest autobus po japońsku, spychacz po rosyjsku i podwozie po angielsku, lada dzień będę mogła zostać tłumaczem symultanicznym.

No i śpi, po trzy godziny w dzień i dziewięć w nocy, nie narzekam.

Nie jest już małym niemowlaczkiem, tylko inteligentną jednostką obdarzoną silną wolą i bogatym życiem wewnętrznym.

I rośnie we mnie przekonanie, że sam powinien zdecydować, kiedy, jak i czy w ogóle chce zaistnieć w internecie.

(Nie chciałabym znaleźć w sieci pamiętników mojej mamy opisującej moje dzieciństwo. To moja prywatna sprawa. I chciałabym, żeby potomek też miał ten komfort.)

Pora wyciągnąć wtyczkę.

9

366

W internecie spodenki miały kolor czerwono-bordowy, więc wzięłam czem prędzej, bo wyprzedaży 80% (plus przesyłka gratis) w zęby się nie zagląda. W realu kolor okazał się taki bardziej malinowy, a guziki wręcz różowawe, ale że porcięta przyjemne i akurat na aktualną pogodę, potomek popyla w nich po placu zabaw, siejąc  po ludziach złowrogim dżenderem. Dziś trzy razy został nazwany dziewczynką, i to mimo tego, że nawołuję go jego chrzcielnym imieniem i zaprawdę nie brzmi ono Maria. Ani Barnaba*.

Z drugiej strony, też zdarzyło mi się mylnie oceniać cudzy przychówek po przyodziewku (kiedy musisz mieć oczy dookoła głowy, bo potomek właśnie usiłuje zjeść slimaka, to docierają do ciebie tylko skrawki rzeczywistości), więc ostatnio używam tylko nieco infantylnej, ale dżenderowo neutralnej formy „dzidzia”.

Co mi przypomina, że potomek ogarnął kolejny wyraz i brzmi ono „pani”. Wszyscy nieznani dorośli to „pani”. Z góry przepraszamy panów przypadkowo mijających nas podczas spaceru i obdarzonych tym epitetem.

*Zdziwilibyście się, ile osób uważa, że Barnaba to imię żeńskie.

0

365

Nieopodal naszej gawry powstaje w znoju i trudzie wykwit światłej myśli deweloperskiej, a.k.a. „budynek handlowo-usługowy”. Od niedawna stały punkt programu podczas każdego spaceru. Potomek rozpoznaje już wszystkie maszyny budowlane, ma na nie swoje słowa, dopinguje do żwawszej roboty (zwłaszcza betoniarkę, gdy kręci się zbyt wolno) i chyba z wolna porzuca myśl o karierze kuriera na rzecz operatora dźwigu albo koparki.

Dośpiewuje końcówki do wykonywanych przeze mnie piosenek, a nawet twórczo je rozwija.

– Co powiee tataa, co powiee…

– Tata!

– Co tata mi powie, co na to odpowie mi…

– Dziś!

– Co powiee…

– Tata! Tata [powie] „oj ty ty”!

Rośnie. Wagowo trzyma się średniej, ale wzrostowo łupie głową w sufit siatki centylowej. Bywa to kłopotliwe w przypadku konfekcji dziecięcej. Portki zazwyczaj albo spadają mu z tyłka, albo mają za krótkie nogawki.

Sam sobie odswipuje iPada i włącza aplikacje albo odpala Youtube’a z bajkami.

Zazwyczaj przesypia noce.

Rejestruję to wszystko jedną półkulą, drugą mam cały czas zajętą szydełkowaniem.

Brakuje mi trzeciej półkuli na relaks.

cat2

 

 

 

4

364

W wokabularzu, wśród wielu innych, pojawiło się słowo „bucha”, oznaczające „poproszę” i będące w rozumieniu potomka magicznym zaklęciem umożliwiającym dostęp do zasobów, na które zazwyczaj założona jest blokada rodzicielska.

Pojawiło się także słowo „ksi”, oznaczające księżyc (pełnio, pozdrawiamy).

I tak oto potomek staje z nosem przyklejonym do szyby drzwi balkonowych, spogląda w niebo i dysponuje z niezachwianą ufnością w głosie:

– Ksi, bucha.

Lecę pędzę, synu. Posypać ci gwiazdeczkami czy wolisz saute?

1

363

Z grubsza przesypia noce. Zdarzają się nocne pobudki na „muko”, ale szybko po nich zasypia. Bywają noce, kiedy śpi po jedenaście godzin. Plus 3,5h drzemki w dzień.

Po trzech dniach jęczenia nauczył się sam zasypiać, zarówno na drzemkę jak i na noc. Kładę go do łóżka, obkładam pieskiem i kotkiem i po dziesięciu minutach śpi.

Jest pięknie. Nie mam złudzeń, przyjdzie kolejny ząb, katar czy cokolwiek i wszystko się posypie, ale póki co cieszę się chwilą.

Gdyby mi jeszcze kręgosłup tak nie zgrzytał.

Myślimy o niani. Abstrakcyjne myślenie, jakżebym mogła oddać dziecko komuś, kto nie zna jego żargonu i nie będzie się umiał z nim dogadać!

Ostatnie osiągnięcia werbalne: koinka-choinka, kosiaka-kosiarka, bu-samolot, sie-kręci się, bu sie – helikopter, tsie – świeci się.

Oczywiście bledną przy jego ulubionym, wymawianym z lubością i na sposób francuski kuhrrrierem. Za każdym razem, kiedy potomek zaczyna swoje kuhrrrr, mam wrażenie, że zakończy zgoła inaczej.

3

362

Jak to jest, że magicznych słów typu „proszę” i „dziękuję” jeszcze nie podłapał, ale wystarczyło, ze raz, RAZ! odgoniłam go od lodówki gromkim „sio” popartym stosownym gestem i to wystarczyło?

– Wyjdź spod biurka – mówię na przykład.

– Sio? – upewnia się potomek, machając ręką, jakby przeganiał osę.

5

361

W trakcie okresu ząbkowania, będącego jak wiadomo zwykle okresem rozluźniania rygorów, a także licznych błędów i wypaczeń, pacholątko (jedyne 11 kg żywej wagi netto) przywykło do zasypiania przy noszeniu. Mój kręgosłup zgłosił jednak veto i od kilku dni potomek musi odjęczeć swoje w łóżeczku.

I żeby to było tylko upierdliwe, lecz w gruncie rzeczy łatwe do zignorowania jęczenie!

– Piciepicie – pojękuje potomek słabym głosem nieszczęśnika brnącego przez piaski Sahary.

Donoszę drinki, poję, komentuję stan zastany i snuję projekcje na temat stanu pożądanego. Oddalam się.

– Biję! Kukaka! – potomek sygnalizuje chęć obejrzenia ulubionego odcinka bajeczki z Misiem Uszatkiem.

Ignoruję pierwszą część komunikatu, donoszę figurkę Uszatka, komentuję, snuję projekcje, oddalam się.

– Piciepicie – słyszę, nim jeszcze mój tyłek dotknął fotela.

– Buko! (jabłuszko) – żąda potomek, gdy tylko zdoła oderwać się od doniesionego drinka.

Przy jabłuszku pozostaje mi już tylko udawać głuchą i niekumatą (synu, jest dwudziesta trzecia, pożarłeś już zawartość lodówki i połowy spiżarni, co jeszcze).

Co wymyśli tym razem? Balet obojga rodziców do szalgieru Żeby w domu było miło?

3

360

Wygibasy lingwistyczne potomka dostarczają mi co dzień wiele uciechy.

Taki na przykład duży, pluszowy miś. Biały. W języku potomka: Aha.

Gdyż przecież w piosence* otwartym tekstem jak wół stoi, że białe misie mają na imię Aha.

*Hej dziewczyno, spójrz na misia Aha, nieszczęśliwego białego misia Aha.

1

359

– Biję – naprasza się potomek, widząc że sadowię się w fotelu z iPadem.

– Bajkę? A którą?

– Tututu – odpowiada potomek, gramoląc mi się na kolana.

– Ach, TuTiTu. A który odcinek?

– Dzidzia.

Ten z wózkiem? OK.

(Oglądamy. Potomek komentuje na bieżąco przebieg akcji.)

– Ucho – podpowiada uprzejmie potomek, gdy filmik ma się ku końcowi.

– Ach, jeszcze odcinek z telefonem? Ok, ale to już będzie ostatnia bajeczka.

Kukaka – targuje się potomek.

Nareszcie mam do kogo usta otworzyć!

0

358

Jesteśmy typową, nastawioną konsumpcyjnie do życia rodziną. Gdyby ktoś chciał oponować, spieszę donieść, że potomek opanował nowe słowo, brzmi ono „kujje” i oznacza kuriera.

Ulubiony kujje to ten ze spożywką, ale ten od ciuchów czy kaszek też jest wporzo. Nawet jeśli nie dadzą się pobawić zawartością, zawsze zostaje jakieś fajne pudełko!

(Słowo z wczoraj to „paka” (pralka), a z przedwczoraj „kuchia” (kuchnia). Chyba czas na jakiś żłobek, bo mi się potomek zamienia w kurę domową.)